SCM Player

czwartek, 4 czerwca 2015

Rozdział 3 "Odczep się człowieku. Nie chcę mieć z tobą nic do czynienia."

Czwartek 25.06.2014




Obudziłam się o 6 i od razu chwyciłam laptopa. Chciałam jak najszybciej skontaktować się z Michałem. Niestety nie było go na czacie, więc postanowiłam do niego zadzwonić. Był trochę zły bo go obudziłam, ale powiedział, że się nie gniewa. Dziś nareszcie spotkam się z nim na żywo. Gdy dochodziła godzina 7 postanowiłam zakończyć rozmowę z Michałem i powoli zacząć szykować się do szkoły. Postanowiłam, że ubiorę się od razu na spotkanie z moim internetowym znajomym, bo nie chce mi się wracać po szkole do domu i przebierać się 2 razy. Ubrałam się i pomalowałam. Po czym złapałam plecak i wyruszyłam do szkoły. Zajęcia były nudne i nie zwracałam na nie większej uwagi. Bardziej interesował mnie koniec lekcji i spotkanie z Michałem








***




Wyszłam przed zacny budynek szkoły i skierowałam się do pobliskiej kawiarni. Gdy tam weszłam nie widziałam chłopaka ze zdjęcia... 15:00... Może się spóźni? Usiadłam przy stoliku i postanowiłam na niego zaczekać. Po chwili zaczepił mnie jakiś obrzydliwy stary facet.
-Cześć to ty jesteś Sylwia?- zapytał straszy mężczyzna
-Może tak, może nie. A o co chodzi? Szuka pan kogoś?
-Tak. A właściwie już znalazłem. Mogę się przysiąść?
-Przepraszam ale nie. Czekam na kogoś.-odpowiedziałam uciekając wzrokiem
-Czekasz na Michała?
-Tak. A skąd pan wie? Nie mógł przyjść i przysłał pana?- zapytałam czekając na odpowiedz mężczyzny
-Tak... znaczy nie -motał się nie wiedząc co odpowiedzieć. Przestraszyłam się i chciałam wyjść z kawiarni. Domyśałam się o co chodzi. Energicznie chwyciłam plecak i podniosłam się z miejsca. Wyszłam i szybkim krokiem ruszyłam w stronę mojego mieszkania. Jednak w czasie drogi miałam uczucie jakby ktoś za mną szedł. Odwróciłam się i zauważyłam w oddali postać mojego całego Michała, który mnie oszukał. Postanowiłam podejść do niego i mu trochę wygarnąć żeby się w końcu ode mnie odwalił.
-Przepraszam cię bardzo! Możesz za mną nie chodzić? Myślisz, że jestem ślepa? Że cię nie widzę? Odczep się człowieku. Nie chcę mieć z tobą nic do czynienia. - krzyczałam na niego
-Jesteś naiwną idiotką. Uwierzyłaś we wszystko co ci pisałem- złośliwie się zaśmiał
-Może i jestem naiwna ale przynajmniej nie jestem fałszywa tak jak ty!- powiedziałam i odwróciłam się w stronę drogi do mojego domu. Nagle poczułam na mojej dłoni szorstką rękę.-Zostaw mnie!
-Bo co ? A może ja chcę się z tobą umówić a może nawet coś więcej.-powiedział oschłym głosem
-A może ja nie chce. Puść mnie!- krzyczałam. Lecz    w pewnej chwili zobaczyłam policjantów którzy szli w moją stronę. W końcu jesteśmy na ulicy, pewnie ktoś z przechodniów zadzwonił. Policjanci szli tak, że internetowy Michał nie mógł ich zobaczyć. Ale jak bym mu powiedziała, że idzie policja po niego to by mógł uciec. Więc opanowałam emocje i postanowiłam się przemęczyć jeszcze trochę.-Albo nie zmieniłam zdanie. Nie puszczaj mnie. Masz takie miękkie dłonie i od razu w kawiarni mi się spodobałeś.- mówiłam sztucznie się uśmiechając.
-Wiedziałem, że w końcu zmienisz zdanie.- powiedział uśmiechając się. Nie mogłam na niego patrzeć to było straszne a on jeszcze się do mnie przybliżył ii mnie przytulił. Musiałam to przetrwać. Ale tak go przytulając prawą ręką zrobiłam gest wołający funkcjonarjuszy. Gdy byli już kilka metrów od nas. Odepchnęłam go.
-I kto tu jest naiwny? Odwal się ode mnie już.
-A było tak fajnie. Z tobą to chyba trzeba siłą.-powiedział i złapał mnie za nadgarstek mocna ściskając.
-Ałł... to boli. Puść mnie.- krzyknęłam w moich oczach pojawiły się łzy. W tym momencie do akcji wkroczyła policja.
-Zostaw ją. Jesteś zatrzymany. - krzyknął jeden z policjantów i obezwładnił mężczyznę. Idziemy stąd. Pogadamy sobie na komisariacie.- mówił
-Jeszcze cię dopadnę.-krzyknął stary mężczyzna, a ja odeszłam w swoją stronę trzęsąc się ze strachu.
    Za mną pobiegł jeden z policjantów.
-Wszystko w porządku nic pani nie jest?-spytał , a ja dopiero po chwili odpowiedziałam:
-Tak, wszystko ok.
-Nie potrzebuje pani pomocy?
-Nie, naprawdę, proszę dać mi już spokój.-kontynuowałam wędrówkę do domu. Cały czas byłam
przybita, nie patrzałam przed siebie, ale w chodnik. Nagle wpadłam na jakiegoś chłopaka.
-Ojej. Przepraszam.-otrząsnęłam się.
-W porządku. Nic Ci nie jest?-patrzał mi w oczy.
-Nie. Chyba wszystko ok.
-Cieszę się. Mam na imię Mateusz, a ty?-w jego głosie słychać było śląską gwarę.
-Sylwia.-mruknęłam nieśmiało.
-Może Cię odprowadzić? Nie wyglądasz najlepiej.
-Nie dzięki.
-Nalegam.
-No dobrze, jeśli sprawi Ci to przyjemność.-powiedziałam w końcu. Mateusz nie był taki straszny, co więcej nawet przystojny. Zupełnie zapomniałam już o tym oszuście-Michale.
     Mateusz odprowadził mnie aż pod same drzwi mojego mieszkania, po czym czule się ze mną pożegnał. Gdy weszłam do mieszkania, poczułam dym tytoniowy.
-Zuza.-zawołałam. Po chwili Zuza przyszła i spojrzała na mnie pytająco.
-Paliłaś?-spytałam.
-Noo... jednego. Nie chciało mi się wychodzić na balkon. Sorry.-przyznała się.
-Nie no, spoko.-powiesiłam kurtkę.
-Jak tam randka?-spytała Zuza
-A weź nic nie mów.
-Wystawił Cię?
-Na początku mogłoby się tak wydawać...
-Zrobię nam kawę i wszystko mi opowiesz.
***
-Więc, już wiesz jak to było...-westchnęłam. Zuza z miną wróżbity powiedziała:
-Takie jest życie. Co do tych portali od początku wiedziałam, że nie wyniknie z tego nic dobrego.