Obudziłam się strasznie późno bo o 7:30. Miałam bardzo mało czasu na to żeby się uszykować. Na 9 muszę być w szkole w WYPRASOWANEJ sukience, ogarnięta na tzw."tip-top". Od razu wskoczyłam pod prysznic i w samym szlafroku zaczęłam prasować sukienkę. Zuza zaczęła ze śmiechem mi się przyglądać.
-Co tak patrzysz?-zirytowałam się-Mogłabyś mi trochę pomóc.
-W czym?-spytała beztrosko.
-W przygotowywaniu się do szkoły? Dziś koniec roku.
-Rozumiem. To co mam zrobić?
-Śniadanie.-odpowiedziałam, a Zuza zrobiła głupią minę.
-Przecież ja gotować nie umiem...-powiedziała.
-Kanapki chociaż zrób.
-Och! No dobra...-powędrowała do kuchni. Po wyprasowaniu sukienki poszłam zjeść z Zuzą śniadanie. Następnie umyłam twarz, zęby. Pomalowałam się i uczesałam. Ubrałam sukienkę
i chwyciłam moją czarną torebkę, którą kupiłam specjalnie na tę okazję. Uszykowana wyszłam z domu i powędrowałam do szkoły.
Uroczystość zakończyła się o 13. Świadectwo z paskiem. Challenge win! Dziś pakuję się i jadę do babci. Zuza natomiast będzie miała w posiadaniu moje mieszkanie. Gdy wracałam do domu wpadłam na jakiegoś mężczyznę. Na pierwszy rzut oka wyglądał na Michała. Wystraszona odsunęłam się od niego.
-Sylwia?-spytał z uśmiechem... Mateusz?
-Mateusz? Cześć.-podałam mu rękę
-Cześć.-uścisnął ją.-Co tu robisz?
-Wracam do domu.
-Skąd.-dopytywał
-Ze szkoły.
-No tak...-zaśmiał się.-Może dasz się zaprosić na kawę?
-Przepraszam, ale nie mogę. Za godzinę mam pociąg do Wrocławia.
-Ojej... No to rzeczywiście... A dasz mi chociaż twój numer?
-O to musiałbyś się postarać! Pa!-pożegnałam się z nim
-Pa!-zdążył odkrzyknąć, a ja byłam już kilka metrów od niego. Wróciłam do domu. Zuza krzątała się w kuchni robiąc obiad.
-No! No! Widzę starasz się.-pochwaliłam ją
-Jakoś będę musiała przeżyć bez Ciebie.-zaśmiała się.
-Racja. Co tam gotujesz?
-Naleśniki.
-Ooo... mniam!-ucieszyłam się i postanowiłam jej pomóc. Gdy skończyliśmy ja szybko zjadłam naleśniki i w biegu chwytając walizkę i torbę, zadzwoniłam po taksówkę. Szybko się przebrałam
i zeszłam na dół z moimi bagażami.
Pojechałam na stację PKP i czekałam tam na pociąg. Gdy siedziałam na peronie Zuza pisała do mnie na czacie. Nadjechał pociąg. Weszłam do wagonu i odszukałam odpowiedni dla mnie przedział. Weszłam do środka. Znajdowało się tam osiem miejsc. Na jednym z nich siedziała kobieta. Niska blondynka o niebieskich oczach i promiennym uśmiechu. Obok niej siedziała mała dziewczynka, pewnie jej córka. Stwierdziłam tak, bo były bardzo podobne do siebie.
-Dzień dobry. Mogę się przysiąść?-spytałam uprzejmie.
-Oczywiście.-uśmiechnęła się starsza.
-Cześć-powiedziała po chwili młodsza.-Jestem Mela.
-A ja Sylwia.-uśmiechnęłam się podając jej rękę. Ona delikatnie ją uścisnęła. Przez całą podróż do Wrocławia byłam towarzyszką zabaw małej Melanii. Niestety gdy zawitaliśmy na Wrocławski peron musiałam pożegnać się z Melą i jej mamą. Z peronu powędrowałam na przystanek autobusowy. 40 minut jazdy i byłam na miejscu. Przeszłam się kawałek i został mi tylko zakręt w prawo aby zobaczyć dom babci. Tak jak się spodziewałam babcia siedziała w ogrodzie usypiając na jej bujanym krześle. Podeszłam do niej na palcach i przytuliłam mocno. Ona chociaż na twarzy miała położony kapelusz, który ochraniał jej twarz przed słońcem od razu mnie rozpoznała.
-Syluś! Kochanie!-powiedziała babcia zwykłym jej chrypliwym głosem.-Już jesteś?
-Cześć babciu!-uśmiechnęłam się do niej.
-Piotruś wstaw proszę wodę na herbatę!-poleciła mężczyźnie,który od mojego przyjścia stał w progu tarasowego wyjścia. Chłopak sprawnie wykonał prośbę babci i po chwili przyniósł nam dwie herbaty do ogrodu. Postawił je na stoliku po czym chciał wrócić do domu babci.
-Poczekaj Piotrusiu, usiądź z nami.- Piotrek bez słowa usiadł przy stole i lekko się uśmiechnął.
-Sylwia. To jest Piotruś.-oznajmiła babcia.
-Piotr.-uśmiechnął się podając mi rękę.
-Sylwia.-odwzajemniłam gest. Cały czas tylko babcia zaczynała temat. Ja i Piotr nie wiedzieliśmy o czym gadać. W końcu gdy wypiliśmy herbatę, babcia poszła do domu, a Piotrka zwolniła z obowiązków.
-Pójdziemy na spacer?-spytał Piotr.
-Chętnie.-odpowiedziałam. Uwielbiałam chodzić na spacery a szczególnie tutaj. Tu jest wyjątkowo pięknie. Gdy byłam młodsza zawsze spędzałam tu wakacje. Rodzice pracowali całymi tygodniami i targali mnie po żłobkach i przedszkolach jak gdybym była jakąś rzeczą. W babci zawsze znajdowałam oparcie. Była dla mnie jak matka. Taka prawdziwa, która znajduje dla mnie choć chwilkę czasu i potrafi wysłuchać, pocieszyć, podeprzeć na duchu.
-Co robiłeś u mojej babci?-spytałam po chwili.
-Poprosiła mnie o pomoc.-wyjaśnił.
-Mhmm...-mruknęłam-Czemu wcześniej się nie poznaliśmy? Przyjeżdżałam tu na każde wakacje.
-Wprowadziłem się niedawno. Skończyłem liceum rok temu i wybrałem się na studia do Wrocławia. Niestety to bardzo głośne miasto i z centrum wprowadziłem się tu. Wiem, że dojazd jest trochę cięższy, ale nie narzekam.
-A wcześniej gdzie mieszkałeś.
-Gdynia.
-Niedaleko Gdańska.-uśmiechnęłam się.
-Prawda. Zaprowadzić Cię gdzieś?
-Zależy gdzie... jest już prawie 21.
-Kawałek drogi. Ale warto.
-Jeśli tak sądzisz, to chodźmy.-Piotr zaprowadził mnie pod niski budynek...Chyba warsztat. Gdy zapalił światła przed moimi oczami ujrzałam cztery motocykle.

Na jednym z nich siedziała wysoka dziewczyna z kluczem w ręku. Była nachylona, a jej długi warkocz opadał na ziemię.
-Aśka?-zawołał Piotr wchodząc do środka.
-Cześć Piotruś!-uśmiechnęła się i machnęła ręką. Wejdźcie.-zsiadła z motocykla i podeszła do nas.-Aśka jestem.-podała mi brudną od smarów rękę.
-Sylwia.-zrezygnowałam taktownie z podania jej ręki.
-Po co przyszliście?-znów wróciła do motocykla.
-Chciałem pokazać Sylwii czym się zajmujemy.-wyjaśnił po czym zwrócił się do mnie.
-To nasz warsztat,-pokazał wokół-a to nasze dzieci.-wskazał na cztery motocykle.
-Eva.-Asia poklepała swój motocykl po baku.
-Drago.-zaśmiał się Piotr przeglądając się w lusterku pierwszego od prawej motocykla.
-A reszta?-spytałam.
-Reszta na razie nie ma imion.-wyjaśniła Asia.
-Jeden możemy ochrzcić Sylwia.-powiedział Piotr.-Jeździłaś kiedyś?
-Nie.-przyznałam.
-Mogę Cię nauczyć.-zaoferował się na co Asia spojrzała krzywo.
-Ty? Uczyć?-śmiała się.-A pamiętasz kto Ciebie uczył?
-Pamiętam. Ty.-przytulił się do Aśki.
-Jesteście parą?-odważyłam się spytać, a oni zaczęli się śmiać.
-My?-zmówili się co jeszcze bardziej w zmorzyło ich śmiech. W końcu opanowali się trochę i Piotr przemówił.
-Dobra. Czas spadać.-powiedział i zabrał klucz z ręki Joanny, po czym odłożył go na jakiś... stolik. Powiedzmy...
Piotrek odprowadził nas obie do domów po czym sam poszedł w swoją stronę.
-Jak tam spacer?-spytała babcia robiąc kolację.
-Byliśmy w warsztacie Piotrka. Poznałam też Asię.
-Asię?-zdziwiła się babcia.-Córkę przedszkolanki?-spytała dla pewności, a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć.
-Możliwe?-uśmiechnęłam się.
-Rozumiem. Zjedz kanapki, a ja pójdę napalić w piecu. Na pewno po podróży chcesz się odświeżyć...-babcia zniknęła za drzwiami do piwnicy. Ja natomiast zjadłam kolację i czekałam na babcię. Uznałam, że mogę pozmywać, żeby babcia nie musiała się męczyć.




